Odfajkowane

Po wczorajszym maratonie dzisiaj zrobiłem tylko to co trzeba. Miały być trzy godziny i były trzy godziny. Ani kwadransa więcej. Odpoczynek też się należy.

W pierwszej godzinie odwiedziłem przedziwny budynek, w zasadzie biurowiec. Zbudowany ponad 10 lat temu. Położony między Oliwą a Wrzeszczem przy ul. Abrahama. Przed wojną była to ulica hmmm "Pokoju po Potopie". 3 maja 1660 w Oliwie podpisano Pokój Oliwski a jedna z delegacji właśnie tu miała swoją siedzibę.

Jakby w nawiązaniu do tego zbudowano pałac-biurowiec, który nadawał by się na siedzibę Muzeum Walki z Czymkolwiek lub Mauzoleum Wielkiego Bohatera. Myślę że można ten styl nazwać neosocrealizmem. Forma gmachu, ozdobne gzymsy, marmurowe wnętrza. W tym miejscu jest to dla mnie jednak koszmarek architektoniczny.

Z pudełkiem pełnym smakołyków pojechałem też dzisiaj do osoby, która na oko raczej takiego pudełka nie powinna otrzymać. No cóż. Klient płaci i wymaga nic tu nie ma do gadania.

Ten kolorowy 🌋 to mural brazylijskiego "Prozaka".

Polubiłem jeżdżenie po Zaspie. Świetne jest to, że jest tam tyle możliwości i wariantów jazdy.

Kolejne zlecenia były już powiązane z Wrzeszczem. Najpierw miałem kurs "z jajkiem" tzn. jechałem z rosołem, który na moje oko był dość słabo zapakowany. Wybrałem przez to dłuższą drogę, ale po równym. Udało się rosół dojechał w stanie nienaruszonym.

Ostatnie dwa zlecenie to "festina lente". Pośpiech, ale bez wariactwa bo ono nic by tu nie dało. W pizzerii musiałem sporo czekać na risotto i przez to do kolejnego klienta miałem jakieś 5 minut opóźnienia.

Jestem zmęczony i cieszę się na niedzielę. Myślę że w minionym tygodniu zrobiłem tyle zleceń, że teraz będę mógł trochę spasować.

12006
Cycling

Opera Zdjęcie_2020-01-25_185119_docs.google.com.png

Opera Zdjęcie_2020-01-25_184839_www.strava.com.png