Źle, źle, źle i w końcu DOOOBRZE

Tytułem wstępu napiszę, że w domu usłyszałem lepszy pomysł na tytuł dzisiejszego wpisu. Cytuję: "Ludzie żrą gie". Postanowiłem jednak dać zwykły tytuł by już w tytule nie wpaść w patoblogosferę. Chodzi o to, że byłem dzisiaj w słodkiej restauracji gdzie serwowane są placki na słodko z czekoladą. Widziałem, że stosuje się tam obficie Nutellę. Jest różnica kakao, czekolada, Nutella. W domu sprawdziłem skład tego przysmaku pokoleń i to jest dramat (cukier i olej palmowy na pierwszych miejscach...). Stąd ten tytuł roboczy.

Dzisiejsze rozwożenie jedzenia do godziny 16 było wkurzające i kiepskie. Dopiero ostatnia godzina pracy zrekompensowała te cierpienia. System dzisiaj jakby świrował. To znaczy nie mamy na to dowodów, ale wysyłał nie tych co powinien w dane miejsca. Tak sobie to tłumaczymy, choć pewnie nie mamy racji.

Bo to jest tak, że kierowcy denerwują się jak muszą władować się w korek by potem przejechać autem dystans kilkuset metrów. Rowerzyści natomiast wkurzają się jak posyła się ich 3 kilometry od restauracji i to jeszcze w najwyższe rejony naszej strefy dostaw.

Pierwsze pół godziny miałem zupełnie bezrobotne. Tak bywa. O godzinie 11 i 12 nie każdy ma ochotę na jedzenie. Siedziałem w hipermarkecie. Zdążyłem w tym czasie poczytać i wysłać trochę maili. Pierwsze zlecenie dostałem po 40 minutach. Miałem 19 minut na przejazd z Przymorza do Wrzeszcza. Rozsądny czas. Mogłem jechać spokojnie. Stamtąd miałem wracać z jedzeniem do Oliwy do biurowców. Widziałem też w aplikacji powiadomienie, że mam już coś przypisane po tej dostawie. Okazało się, że miałem z Oliwy w parę minut dojechać do Garnizonu (Wrzeszcz/Strzyża). Spóźniłem się jakieś 3 minutki.

Po tym zleceniu miałem kwadrans na odpoczynek. Cały dzień u nas była mżawka i było ciepło. Nie narzekam, lubię taką pogodę.

Przed mżawką schowałem się w CH. Metropolii i stąd mam większość dzisiejszych zdjęć. Rower jak widać powyżej miałem na oku. Stąd dostałem zlecenie by jechać aż na Aniołki. Na szczęście nie na ul. Focha, ale sporo bliżej. Pani była bardzo miła. Wyszła za furtkę - to sporo ułatwia.

Dialog z klientką wyglądał mniej więcej tak:

  • W taką pogodę to chyba nieprzyjemnie na rowerze?
  • Nie, bardzo przyjemnie. Taki zamgławiacz w powietrzu.
  • No, ale zimno.
  • Nie gorąco! Jak się rusza to gorąco.

Już któryś raz się tłumaczę, że mi dobrze, a ludzie dalej swoje :)
Wracałem stamtąd do strefy z restauracjami. Koło Opery Bałtyckiej dostałem polecenie by jechać do Wrzeszcza (czas 3 minuty - nieosiągalny!) do CH. Metropolia. Spóźniłem się 6 minut, a w knajpie mi powiedzieli, że danie będzie za kolejne 6 minut. To był czas na telefon, internet i komunikator firmowy. Okazało się, że jechać będę na Morenę (fachowa nazwa dzielnicy to Piecki i Migowo, ale i tak nikt tak nie mówi). To bardzo pod górę.

W naszym komunikatorze dowiedziałem się, że jedzie też tam nasz kurier samochodowy. Mógłby to wziąć, no ale system przydzielił mnie. Dziwne to. Nie buntowałem się jednak. No ale wirtualnie się ścigaliśmy. Na początku drogi kolegę wyprzedziłem. On stał w korku, ja go minąłem. Potem na podjeździe wypatrywałem auta no i chyba wypatrzyłem jak mnie wyprzedzał. Ale dopiero na końcówce podjazdu.

Opera Zdjęcie_2020-01-31_211600_www.strava.com.png

Nagrodą za wjazd na wysokość około 100 metrów był szybki i wygodny zjazd do Wrzeszcza. Ze 100 metrów do jakiś 30 npm. Wtedy mijał czas mojego dyżuru. Jak na piątek szło słabo. 4 zlecenia w 3,5 godziny to słabizna. Dostałem podwójne zlecenie z Wrzeszcza na Aniołki. Czyli znowu pojadę daleko. Na plus, że zlecenie podwójne (2 x ok.10 zł) no i to, że dostawa będzie już po czasie mojego dyżuru. To oznacza, że będzie to korzystne finansowo. Zamówienie od dwóch studentek medycyny - sąsiadek z akademika. Ciekawe, że jedzenie odebrały w złej kolejności. Aplikacja tego nie ogarnęła, no ale ja ogarnąłem :)


Wróciłem do Wrzeszcza i miałem zlecenie wewnątrzdzielnicowe do "Prison Tower" (złośliwie tak kiedyś napisałem i 4 wieżowcach Wrzeszcza). Miłym akcentem tej dostawy był napiwek - 7 złotych podziękowania. Jakby nie patrzeć to to zamówienie opłacało mi się o jakieś 70% bardziej.

Skoro dzisiaj finansowo wyszło całkiem nieźle to wracałem do domu. Na koncie wtedy miałem 96 złotych, ale liczyłem na jakieś zamówienie, ale gdzieś bliżej domu. Przy KFC w Oliwie (okolice Abrahama) dostałem zlecenie do Wrzeszcza... Tam gdzie byłem 15 minut wcześniej. Zirytowało mnie to mocno bo już myślałem o wygodzie mieszkania.

Opera Zdjęcie_2020-01-31_223428_docs.google.com.png

Zlecenie na ulicę Dzielną. Chyba tu wcześniej nie byłem. Brukowana uliczka z szeregowymi domkami. Międzywojenna architektura dla zwykłych ludzi. 2 piętra, skromny ogródek przed domem.

Stąd miałem wracać do Wrzeszcza do pizzerii. Nie marudziłem bo w stronę domu. W pizzerii spotkałem naszego kuriera samochodowego wkurzonego, że w korku musiał tu jechać z Przymorza a teraz wygodniej niż autem było by mu dostarczyć jedzenie pieszo. Teoretycznie lepiej byłoby gdyby takie zlecenie brali kurierzy rowerowi. Podobno nie było żadnego wolnego w okolicy. No ale przecież byłem ja?

W ten sposób właśnie psioczymy na system, algorytmy, czasem też na support, który może ręcznie to poprawiać w razie jakiegoś wypadku lub zdarzenia.

Tym razem jednak system nie był taki głupi. Okazało się po minucie, że mam podwójne zlecenie. Z sąsiedniej knajpki biorę drugie danie i jadę z dwoma posiłkami (pizza na górze w torbie, a danie tajskie na dole) na Zaspę.
Przyjemna trasa - tam zakończyłem dzisiejsze polowanie na zlecenia. Siły jeszcze miałem, ale kto wie może dzisiaj woltowy algorytm wysłał by mnie jeszcze gdzieś daleko?

Porównuję dzisiejszą jazdę z jazdą sprzed tygodnia. Dzisiaj 10 zleceń, wówczas 13. Dzisiaj 124 złote, wówczas 134. Dzisiaj 6 godzin jazdy, wówczas 7,5.

Dzisiaj było lepiej.



26989
Cycling