Rekord w wyrabianiu dziennych norm (jak w latach minionych) - 152/200 celu - zostało 11 dni

Mógłbym dzisiaj narzekać: "że deszcz, że dużo, że nie miałem żadnego podwójnego". Ale po co? Jak to wszystko można przekuć w coś pozytywnego.

Na deszcz nie ma co marudzić bo jak słyszałem w radio od samego profesora: "Trzeba się cieszyć z każdej kropli deszczu". Także się cieszyłem z deszczu.

Na dużo zleceń nie ma co narzekać bo im ich więcej tym więcej pieniędzy. Nie są to kokosy, ale w dobie pandemii kiedy wszystko stoi miło jest mieć świadomość, że dzień w dzień przybywa na koncie. A dzisiaj przybyło więcej niż zwykle bo dostałem też bonus za 150 zleceń od 16 kwietnia do 15 maja.

Mógłbym narzekać, że mimo aż 16 zleceń nie miałem żadnego combo, czyli podwójnego zlecenia. To one są śmietanką i dzięki nim wskaźniki idą w górę. Mimo to prosta rachuba w arkuszu wskazuje, że trasy miałem dzisiaj dużo krótsze niż zwykle. Patrząc na mapę to długie były nr: 10,14 i 16. Reszta do lokalne drobiazgi. One są najbardziej dla nas opłacalne.

Summa summarum - nie narzekam, czyli się z tego wszystkiego cieszę.

Teraz kilka słów o bonusach:
Opera Zrzut ekranu_20200504_194412_docs.google.com.png
Czyżbym był zachłanny? Jak stachanowiec? Wkręciło mnie to jeżdżenie i moje wyliczenia. Z nich wynika, że żeby dostać za dwa tygodnie 250 zł bonusu to codziennie muszę dowieźć jedzenie 5-7 klientom. Jeśli natomiast mam dostać 550 zł to musiało by to być aż 11-12 klientów. Celuję w ten pierwszy bonus, ale ten drugi też pojawia się na horyzoncie. Zadecyduję na finiszu czy warto się wysilać. Także przez te powyższe spekulacje dzisiaj obsłużyłem rekordową dla mnie liczbę klientów (serio brzmi jak w latach 50. - wybaczcie).
Opera Zrzut ekranu_20200504_183525_www.strava.com.png
Liczby z kropkami to klienci, bez kropek restauracje

Jeśli to czytacie to spójrzcie na mapę. Ubarwiłem ją dzisiaj kilkoma komentarzami. Także mamy takie pomieszanie mapy z mapą myśli oraz mapą historyczną. Dzisiaj wyróżnił bym w mojej jeździe trzy etapy:
I - zlecenia na rozruch w Garnizonie, bardzo krótkie,
II - zlecenia na Przymorzu i Oliwie. Dzisiaj biurowce wróciły do pracy. Tak przynajmniej czułem. Dwa lub trzy zlecenia były związane właśnie z biurowcami w naszym Mordorze. Gdybym pracował dorywczo jak jesienią to na tym etapie bym skończył.
III - etap wrzeszczański z wypadem do Brzeźna, w którym mierzyłem swoje siły na zamiary. Ciągle w głowie miałem, że to chyba dzisiaj ostatnie zlecenie. Gdy je kończyłem to okazywało się, że mam jeszcze siły.


Na szczęście ucieszył mnie fakt, że ostatnie zlecenie było w kierunku domu. Mogłbo być wręcz przeciwnie.

Na mapie dodałem kilka komentarzy. Raz, że dzisiaj na trasie było kilka spotkań kurierskich. Przy jednej restauracji było wręcz trzykolorowo.


Dwa. Świetnie mi się pokonuje długie odcinki z mapą Openstreet Maps w aplikacji Locus. Ustawiam sobie wówczas widok radar i azymut i pięknie widzę, które ścieżki są najkrótsze. Ta mapa pomogła mi też dzisiaj w kilku kursach - dokładna numeracja domów na mapie to skarb. W naszej aplikacji mamy google maps i one są według mnie dobre tylko do pokazywania korków w samochodzie. Jeżdżąc rowerem są do niczego.

Jeszcze z takich spraw nieistotnych to już nie mamy doczynienia z wymarłym miastem. W którymś z raportów pisałem, że koło 30% rowerzystów to byli kurierzy. Dzisiaj na jednym z dłuższych przebiegów policzyłem i było ich tylko 4%.

Na koniec fotorelacja:

Branża reklamowa znalazła sposób na zakaz krzykliwych reklam. Teraz reklamy są ręcznie malowane. Takie muralo-polo.

Z wiaduktu we Wrzeszczu ten stary biurowiec się wyróżnia wysokością.


IPN


Widok z falowca przy ul. Jagiellońskiej (d. Lumumby)

Przedszkole schowane między domami


Takie schody to my mamy we wielu dzielnicach

Pozdrawiam



18146
Cycling

Opera Zrzut ekranu_20200504_194339_docs.google.com.png