Walker po raz pierwszy

Na początek fotorelacja. Tekst dojdzie za kilka chwil. Filmik być może za parę godzin


Takie sklepowe witryny to najlepsza okazja by zobaczyć czy prosto mamy torbę.


Tu strzałkami zaznaczyłem dzisiejsze, najkrótsze zlecenie. Nie opłacało się wsiadać na rower.


Tu mnie jeszcze nie było. Przy samej Grunwaldzkiej. Garnizonowa cegła.


To nie puszcza ale samo centrum Zaspy. Widok z 3 piętra. Z każdej strony tych drzew są wysokie bloki.


Ten widok mnie zamurował. Na żywo to wyglądało zacnie. Kolory, morze, słońce.

Opera Zrzut ekranu_20200520_192805_www.strava.com.png

Do domu wróciłem bardzo zmęczony. Jeździłem tyle co wczoraj. Nie wiem czemu, ale dzisiaj szło mi jakoś gorzej. Dopiero jak teraz patrzę na tabelki to one mają nieco więcej optymizmu. Trasy były krótkie, nie wysłano mnie też na żadne gastronomiczne rubieże, ani na żadne pagórki. Pogoda też była OK mimo godzinnego deszczu.

Opera Zrzut ekranu_20200520_190036_docs.google.com.png

Trochę mnie "martwiło", że na dzisiejsze jeżdżenie zapomniałem Garmina. Po raz pierwszy od czasu jak "woltuję", nie mam zapisu śladu mojej jazdy. Po godzinie okazało się także, że aplikacje do nagrywania GPS też mam źle skonfigurowaną, także nici z dzisiejszego śladu. Po powrocie ręcznie to odtworzyłem. A skoro już tyle się na dłubałem przy mapie to kazałem Google Earth zrobić z tego film. Zobaczymy co wyjdzie.

Popełniłem dziś jeden błąd nawigacyjny (jakieś 2 minuty w plecy) no i raz lekko wylałem zupę. Z daleka (ciągle mamy ograniczenie kontaktu) przeprosiłem klienta i powiedziałem by skontaktował się z supportem.

On na to:

  • "Tak, tak super, dziękuję"

To miłe. Nie tego się spodziewałem.

Początki dzisiejszej jazdy były dość obiecujące. Dwa kursy po północnym Gdańsku. W aplikacji ciągle było widać zadania w kolejce. Wszystko się zepsuło po trzecim zleceniu (z Przymorza na Strzyżę). Myślałem, że Wrzeszcz będzie dziś głodny, ale z mojego punktu widzenia to niemal głodował.

Jak dojechałem do Wrzeszcza to na zlecenie czekałem prawie pół godziny, a jak je dostałem to czas oczekiwania na posiłek też miałem zacny (20 minut). No i to zlecenie okazało się moim rekordowym. Po raz pierwszy nie opłacało mi się wsiadać na rower. To był sąsiedni budynek. Widać to na zdjęciu, które zrobiłem po wyjściu z restauracji. Cel widać przede mną.

Pamiętam kursy 200 metrowe, ale te 50 metrów to był jednak rekord. Kiedyś się dziwiłem takim klientom, ale teraz rozumiem. Powodów może być mnóstwo. Czekanie w restauracji, choroba, ciągłe bycie na telefonie, wideokonferencja itp.

Po tym spacerze odpoczywałem w parku Kuźniczki w słońcu. Do kolejnego zlecenia także szedłem. Miałem na to 9 minut to uznałem, że warto rozprostować kości. Zlecenie fajne, krótkie, wewnątrz dzielnicy. Za to właśnie lubię Wrzeszcz. Kolejne dwa zlecenia także były lokalne.

Mimo tych przestojów po 3 godzinach okazało się, że wyrobiłem normę i firma nic mi nie musi dopłacać za mały ruch.

Ostatnie cztery zlecenia miały wspólny mianownik. Była nim Zaspa. Pierwsze z Zaspy, drugie na Zaspę, trzecie z Zaspy, czwarte na Zaspę.

Będąc na ul. Dąbrowszczaków Prezydenta Kaczyńskiego 22A podziwiałem widok na morze. Na żywo to wyglądało na prawdę imponująco. Swoje robiło panoramiczne, szerokie okno.



11217
Cycling

Opera Zrzut ekranu_20200520_190109_docs.google.com.png

Opera Zrzut ekranu_20200520_190036_docs.google.com.png