Był kryzys

Był kryzys


Osiedle na ul. Partyzantów w Gdańsku (dzielnica Wrzeszcz). Nie lubię tego osiedla. Okropne bramki na wejściu jak do więzienia. Potem marmurowe ościeżnice przy windach. Do tego deweloper, który słynie z upychania wysokich, niepasujących budynków w każdej pustej dziurze.


Ul. Hallera w Gdańsku - droga ku morzu. Przez lata nazwywała się ul. Karola Marksa

Piątek to dobry czas na kulinarne żniwa. Tu paczka, tu torebka, tu pudełko i pieniądze lecą jedne za drugimi.

Zaczęło się obiecująco. Wprawdzie już na początek wywiało mnie do Wrzeszcza, ale od razu dwa zlecenia za jednym razem. Potem jedno na Zaspie i znowu podwójne.

Wychodziło niemal 3 zlecenia na godzinę, czyli bardzo dobrze.
Opera Zrzut ekranu_20200904_194914_docs.google.com.png
"Tabelkowy spoiler". Jak widać skończyło się na 2,7 zlecenia na godzinę, czyli nieźle

Niestety na tej Zaspie mi zawiało. Do tego był przejazd pod wiaduktem i ja już po godzinie miałem dość. Nogi ciężkie, rower ciężki. Za pół godziny okazało się także, że mimo braku formy czeka mnie premia górska. Znaczy górka bez premii.

Opera Zrzut ekranu_20200904_190659_www.strava.com.png
Wklejam wykres wysokości.

Wjechałem na 100 m z jakiś 20, czyli 80 m w górę. Jechałem ulicą Matuszewskiego i to był chyba błąd. Po prostu chciałem ominąć podjazd na który nie miałem ochoty (Jaśkowa Dolina). Teraz analizuję tę mapkę no i poziomice nie kłamią. Na Matuszewskiego ten podjazd jest rozciągnięty a na Jaśkowej Dolinie jest 300 metrów cierpienia.

Opera Zrzut ekranu_20200904_192012_www.strava.com.png
Warianty trasy. Wybrałem chyba ten gorszy, ale cóż

Potem było pół godziny luzu. Tu się okazało, że kabel powerbankowy (nie ma polskiego słowa na to urządzenie?) kona. Póki się dało to podładowałem telefon do 60%, ale wiedziałem, że mogę jeszcze pojeździć jakieś 2-3h.

Kolejne zlecenia były OK. Lokalne po Wrzeszczu. Ostatnie zlecenia po Dolnym Wrzeszczu. Pisałem Wam, że w torbie jako stabilizator stosuję różne rzeczy. Raz poduszkę, raz siatę z kurtką, a ostatnio także piłkę dmuchaną. Dzisiaj nic nie wylałem, ale jednak piłka dmuchana ma wadę. W restauracji chciałem dzisiaj ją dopompować, ale zwyczajnie mi było głupio wyciągać piłeczkę dla dzieci i odstawiać taki teatr. Najważniejsze, że zupy się nie wylały.

Opera Zrzut ekranu_20200904_184259_www.strava.com.png

Zakończyłem aż 6 km od domu. To dużo, ale nie chciałem ryzykować kolejnego zlecenia ze słabą baterią. Zwłaszcza, że mogło mnie wysłać jeszcze dalej. W końcu piątek to czas na knajpki w Śródmieściu. A to by bolało.

No i dzisiaj były napiwki. To zawsze coś.


This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io


14248
Cycling