Work&Travel i spostrzeżenia o Gdańsku

Tak się właśnie czuję dzisiaj. Jakbym pracował i podróżował za jednym razem. Zwariowany kurierski dzień.

Zde si můžete přečíst o tom, o čem píšu ve vašem jazyce /
Here you can read about what I am writing about in your language/
Aquí puedes leer sobre lo que estoy escribiendo en tu idioma.

Miałem jeden cel dzisiaj - oddać książkę do biblioteki na Przymorzu. Dlatego zacząłem jeździć właśnie tam. Miałem też w głowie chęć pojechania do centrum (9 km) by zobaczyć dzisiaj oficjalnie otwartą Aleję Włazów. Tak, tak, chodzi o "poklopy", które fotografował @bucibuci.

Oddałem przeczytaną książkę "Open" Andre Agassiego. W ramach szybkiej recenzji napiszę, że dobrze się ją czytało (wielkie brawa dla J.R. Moehringera, który spisał chaotyczne rozmowy w chronologiczną, logiczną całość). Jednocześnie samemu tenisiście bardzo współczuję, że musiał przez tyle lat robić to do czego zmusił go ojciec-tyran. Kosztem szkoły i normalnego dorastania. Zamiast tego buntował się swoją postawą na korcie. Zanim się obejrzał nie miał już wyboru i musiał grać bo nic innego nie umiał robić. Także postać Agassiego wciągnęła mnie, ale również irytowała. Nie śledziłem jednak meczów Agassiego także jego historię przyjąłem raczej na chłodno. I tyle.

Przed biblioteką usłyszałem ciekawą rozmowę dwóch pań:

Brzmiało to mniej więcej tak:
"Znajoma w Gdańsku w centrum mieszka to mówi, że strasznie. No pięknie, ale strasznie. Klatki obsikane, imprezy, wszędzie turyści, szczury. Ona ostatnio zamieniła mieszkanie na to tutaj (na Przymorzu). Koło rynku w tych blokach z takimi małymi okienkami. Zachwycona! O jak zachwycona! Rynek blisko, nad morze blisko i ludzi dużo."

Ciekawa sprawa bo o tym się słyszy już od dawna. Turystyzacja, gentryfikacja, disneylandyzacja miast. Niby pełno i ruch, ale prawdziwego życia mało. Zamiast miasta pełnego życia mamy miasto wydmuszkę.

Czy tak jest z Gdańskiem? Trochę tak. Nie do końca, ale widać te zagrożenia. Nie do końca bo poza sezonem widać jednak tam jakieś życie. Są na szczęście urzędy, poczta, małe sklepy spożywcze. Dużo dają też szkoły i przedszkola. To o czym mówiły panie przy bibliotece obserwowałem właśnie po dwóch godzinach jeżdżąc po centrum na rowerze. Aż trzech klientów dzisiaj na drzwiach miało naklejkę biura wynajmu nieruchomości. Wyspę Spichrzów złośliwi nazywają Booking Island.

Czyli już wiecie, że zajechałem do Śródmieścia Gdańska. Była to decyzja irracjonalna i nieopłacalna. Nie wszystkiego jednak trzeba przeliczać na pieniądze.


Gdańsk, ul. Obrońców Wybrzeża

Zacząłem pracę od leżenia na leżakach przy Galerii Przymorze. Fajnie było, ale przez te 20 minut stan mojego konta w aplikacji wynosił zero. Jak się z nudy ruszyłem to po paru minutach dostałem zlecenie na ulicę Opolską. Stamtąd dałem się ponieść na Garnizon.


Tak to wygląda zazwyczaj. Torba, na niej jedzenie, dzwonimy i odchodzimy by zachować dystans

Niby daleki kurs, ale do dobrej strefy no i bliżej tego co miałem w głowie - czyli Śródmieścia. Kolejne zlecenie to zmarnowane 15 minut bo w końcu je anulowano. W końcu przyjąłem to co mi w głowie siedziało, czyli kurs do Gdańska na ulicę której nie znałem (ul. Stary Dwór).


Gdańsk ul. Stary Dwór

Bo co to za ulica? Ani tam dworu (choć kiedyś była karczma). To zwykła dojazdówka do zakładów związanych ze stocznią przy rzece. Fajna rozmowa z ochroniarzami była bo zaciekawiła ich postać kuriera na ich odludziu. Kurs nieprzyzwoicie daleki i raczej nieopłacalny bo działo się to w lepiej płatnych godzinach. Wówczas najlepiej szybko i sprawnie dostarczać kolejne torebki z jedzeniem.


Gdańsk, ul. Długa


Gdańsk, Most Zielony i Brama Zielona, za nią Długi Targ


Wyspa Ołowianka i napis Gdańsk od tyłu. Za nim Baszta Łabędź po drugiej stronie Motławy


Dom Opatów Pelplińskich na ulicy Elżbietańskiej. Kanał Raduni też widać

Kolejne zlecenie typowe dla Śródmieścia. Po przekątnej przez serce miasta na Wyspę Spichrzów.
Wtedy się okazało, że dwie lepiej płatne godziny właśnie mijają. Złapałem tylko 3 takie zlecenia no ale coś za coś. Mimo dużego ruchu wyłączyłem się i postanowiłem JE ZWIEDZIĆ.

@Bucibuci powiedz - ileż ty byś piw dał by zobaczyć aleję włazów?
Bo ja ją zobaczyłem ledwo parę godzin po oficjalnym otwarciu. Może będzie oddzielny wpis bo zrobiłem tam kilkadziesiąt zdjęć.


To 1/3 z włazów na nowo otwartej alei włazów, ale to się nadaje na oddzielny wpis na pl-travelfeed

Po tym zwiedzaniu znowu wróciłem do pracy, ale postanowiłem pójść na całość i zaryzykować zmianą trybu. Przełączyłem się w tryb łączony - w nim nie mogę odrzucać zleceń (to złe), ale mogą być podwójniaczki (to dobre).


Dawna VistoriaSchule na ulicy Kładki w Gdańsku

Pierwszy kurs bliski po Głównym Mieście. Tutejsze bruki wytrzęsły mną niemiłosiernie. Dobrze, że rower dał radę. Drugi podobny, ale przez przejście podziemne, którego nie lubię. Jest ono skośne i zawsze widaje mi się, że zabłądzę. Celem była ulica Kładki i jeden z wydziałów UG - przed wojną ten budynek to była Victoria Schule i tu Niemcy przerzucali Polaków w czasie wojny zanim ich wysłali do obozu w Stutthofie lub skazali na śmierć jak pocztowców.


Parę sekund po wykonaniu tego zdjęcia przejechałem przez tą fontannę. Ona tryska wodą całkiem wysoko i dość losowo. Zamoczenie czapki w upale to jest to. Jest to Fontanna Czterech Kwartałów między ulicami Św. Ducha i Szeroką

Kolejne zlecenie to był podwójniaczek z Forum na Przedmieście i na Wyspę Spichrzów. Przyjemna sprawa - trochę nadgoniłem żałosne zarobki.


Ciekawy współczesny galeriowiec na ulicy Księcia Poniatowskiego w Gdańsku. Zupełna niespodzianka

Kolejny kurs to też był podwójniaczek, ale widziałem, że kurs będzie na Aniołki/Suchanino czyli pod górkę. Tak było jeśli chodzi o pierwszy kurs. To był koszmar kuriera bez formy (nie mnie). Pod górkę, na koniec schody pod blokiem a w samym bloku 4 piętro bez windy. To mnie nie załamało. gorsze było to, że drugie danie które wiozłem nie było wcale z tej samej okolicy. Miałem wracać na Przedmieście (?!). Okazało się, że byłem "śmieciarzem" czyli zbierałem to co zostało a co trzeba było komuś przydzielić. Z tego narzekania wynikł...napiwek klienta :)


Stoczni Cesarska i jej rzeźby

Tam udało mi się przełączyć z powrotem w tryb z możliwym odrzucaniem. Obawiałem się, że może przyjść zmęczenie.


Stocznia Cesarska i Martwa Wisła

Kolejny kurs bardzo krótki po ulicy Ogarnej. Kolejny na północ Śródmieścia (czyli zgodnie z zamysłem by teraz kierować się w stronę domu) nad samą Martwą Wisłę do Stoczni Cesarskiej. Ciekawe miejsce.

Następne zlecenie było aż z Garnizonu na ulicę Wojska Polskiego. Niezbyt opłacalne bo daleki dojazd do restauracji (za darmo), ale za to bliżej domu. Także mimo wszystko mi to pasowało.

Potem spotkałem żonę na rowerze i to było wspaniałe spotkanie.


Ścieżka łącząca Jelitkowo z Żabianką


Deptak na Żabiance. Właśnie wychodziła procesja oktawy Bożego Ciała

Jeździłem dalej. Miałem jeszcze siły na godzinkę tak by jeszcze złapać coś z nadchodzących lepiej płatnych godzin. I tak mną kierowało na Przymorze i potem lepiej płatne kursy do Jelitkowa i z Żabianki na Przymorze i ostatni piękny bo do Oliwy, czyli blisko domu. Dosłownie blisko.

Mówię wam, ciekawie było. Praca i podróże. Gdyby się tak dało między wsiami...
This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io


32542
Cycling