Psychiatryczny Łokietek

To był całkiem ciekawy dzień. Przez około pięć godzin realizowałem dostawy, oczywiście z przerwą obiadową. Były dwa momenty, które szczególnie zapadły mi w pamięć.

Pierwszy dotyczył dostawy do szpitala psychiatrycznego, ale na oddział, na którym wcześniej nie bywałem. Wymagało to sporo szukania. Szpitale są zresztą jednymi z trudniejszych lokalizacji do realizowania dostaw — wiele wejść, drzwi, stref przejściowych, brak jednoznacznych wskazówek. Tutaj było dokładnie tak samo. Na szczęście klient, który zamówił jedzenie, aktywnie odpowiadał na moje wiadomości i pytania: gdzie skręcić, którymi drzwiami wejść, gdzie dokładnie się kierować. To akurat bardzo mnie ucieszyło, bo znacząco ułatwiło całą sytuację.

Druga dostawa była dla mnie dość symboliczna. Nie w sensie systemowym — nic do „wielkiej analizy” — raczej jako obserwacja pewnej tendencji. Chodzi o to, co potocznie można nazwać „płotozą”, czyli potrzebę grodzenia wszystkiego, co się da. Miało to miejsce na ulicy Łokietka w Sopocie. Było już ciemno. Spojrzałem na mapę, zobaczyłem, gdzie znajduje się budynek, i pojechałem na najbliższą ulicę prowadzącą w jego kierunku.

Już przy wejściu przez furtkę zauważyłem, że przy domofonie widnieje zły adres. Podnoszę wzrok — a właściwy budynek jest dosłownie 3–5 metrów ode mnie. Problem w tym, że między nami stał płot. Żeby się do niego dostać, musiałem się cofnąć i obejść teren, co w praktyce oznaczało jakieś 800 metrów dodatkowej drogi.


To właśnie dlatego później poprosiłem sztuczną inteligencję o wygenerowanie obrazka, który oddawał moje skojarzenie z tą sytuacją. Dla mnie to trochę jak powrót do rozbicia dzielnicowego, z którym walczył patron tej ulicy — Władysław Łokietek. Cóż, chyba brakuje nam dziś takich Łokietków.

Jeśli chodzi o stronę finansową, obroty są obecnie takie sobie. Coraz trudniej osiągnąć 40 zł za godzinę, a nawet jeśli się uda, to często później trafiają się słabe zamówienia. Tego dnia miałem zaledwie dwa. Jedno to wspomniana dostawa do szpitala, gdzie sporo czasu zeszło na odnalezienie właściwego wejścia. Innym razem musiałem czekać około 20 minut na wydanie posiłku w lokalu. W takich sytuacjach wiadomo — godzinówka leci na łeb na szyję.

Podsumowując: finansowo bez szału, logistycznie bywało trudno, ale dzień i tak był ciekawy.


This report was published via Actifit app (Android | iOS). Check out the original version here on actifit.io


17/12/2025
35296
Cycling, Daily Activity